:: żegnaj okropne żarcie ::
Właściwie to od wczoraj ciagne diete 500 kcal bo dopiero od wczoraj cokolwiek mi wychodzi. Mam nadzieje, że teraz juz bedzie dobrze. Do tego jeszcze ćwiczonka i już w ogole super będzie. Ostatnio mnie dość długo tu nie było. Nie bede zrzucała wszystkiego na szkołe bo jak bym chciała i sie postarała to bym znalazła czas na odwiedzanie was i pisanie na blogu niestety jestem leniwa ale postanowiłam to zmienić. Za bardzo dozizowlowałam się od tego mojego kochanego świata tutaj. Musze cześciej zaglądać na wasze blogi i na stronki z pięknymi modelkami żeby mieć duuuża motywacje a jak na razie to trzymam sie bo obiecałam sobie że jak cały tyudzień pojdzie dobrze to ide na zakupy :)
Nie pisałam tak długo bo sie wstydziłam. wstydziłam się tego, że jestem taka beznadziejna. Ostatnie dwa tygodnie to nic innego jak pasmo porażek i to codziennie. Nie objadałam się tak żeby bylo jakieś 3000kacl ale taka srednia to gdzieś 1200... czuje się beznadziejnie wiem ze przytyłam bo widze to sama po sobie. Wieczorami płacze i obiecuje sobie że wiecej nie bede się objadać ale codzeinnie jest tak samo.
Pomyślałam sobie, że jeśli napisze notke to może zaczne tak wszystko od nowa i bedzie dobrze. Więc bede wierzyc ze bedzie dobrze i będe się starć i nie poddawac. Teraz szkoła jest wiec nawet za dużo czasu na jedzenie nie będę miała. Do tego znalazlam sobie prace - będę dawała korepetycje z angielskiego dwa razy w tygodniu więc już w ogole bede cały czas zajęta. Mam nadzieje że niedługo zacznie być lepiej bo juz nie mam siły na te ciągłe porażki... ;(
Bylo tak jak sie mozna bylo spodziewacz czyli tragicznie. U rodzinki sie po prostu nie da odchudzac... pocieszajace jest to ze nie bylo slodyczy poza malym kawalkiem ciasta. Dzisiaj znowu wrocilam do diety idzie mi dobrze na razie zjedzone cos kolo 500kcal i nic wiecej nie planuje troche cwiczen dzisiaj bedzie. Czuje ze przytylam ale na wage nie wchodze... musze poczekac kilka dni jak zlikwiduje caly ten smietnik z mojego brzuszka... Mam nadzieje ze bedzie dobrze ale tu nadzieja nie wystarczy... musi byc sila...
I co ja sobie myślałam??? Idiotka ze mnie. Jak ja siebie nienawidze... Oczywiscie miałam napad. Wczoraj. Zjedzone ponad 2000kcal, a zapowiadało sie tak dobrze... to miał być taki piękny dzień... wszystko spieprzone... nawet boje się stanąć na wage. Dzisiaj miało bć 100kcal ale juz jest 300kcal ;( a jeszcze obiad bede musiała zjeść ;( coś wymyśle... jutro wyjeżdżam na 3 dni wiec mam okazje żeby nie jeść. Musze być silna...
Cały czas zadaje sobie pytanie po co ja to zorbiłam? Po co ja to zjadłam? Nie bylam od tego ani troche szczęślisza to po co? Kurwa chyba nigdy sie nie dowiem... ;(
Moze to i niewiele ale i taks ie ciesze ze chociaz jesten kilogram na razie schudlam. Najwazniejsze ze waga wreszcie ruszyła w dół. Mam nadzieje ze teraz moze byc juz tylko lepiej :) dieta ostatnio szła tak średnio. Znaczy cały czas było to 800kcal ale sporo ćwiczyłam wieczorem wiec chyba splałam część z tego :) Dzisiaj zapowiada sie lepiej, na razie jeszcze nic nie zjadłam. Planuje tylko troche obiadu i ewentualnie na podwieczorek jakiegos owocka i to wszytko :) mam nadzieje ze mi sie uda bo ostatnio to co planuje to mi srednio wychodzi...
Sama nie wiem czemu ale mam takie kilkugodzinne napady depresji. Siedze w pokoju i rycze. Wtedy zastanwiam sie nad sensem tego odchudzania, że włście to po co ja sie odchudzam. Przecież jeśli bede miała chłopaka to chiałabym żeby kochał mnie za to jaka jestem a nie za to jak wygladam... jednak po chwili przychodzi myśl że robie to tylko dla siebie, żeby nie musić patrzeć w lustro z obrzydzeniem bo przeciez chce byc chuda...
dobra nie wyszlo mi tak jak chcialam. Nie jadlam tych 300 cal dziennie tylko jakies 800 czy nawet 900 kcal :/ dobra nie jest tak bardzo zle ale czemu ja nie moge wytrwac w tym co sobie postanowilam??? Byłan u kolezanki na dzialce przez trzy dni. Chcialam sobie wtedy zorbic glodowke... no ale nie zorbilam. Doszlam do wniosku ze głodowka to nie jest dobry pomysl bo pic przez trzy dni na pusty zoladek nie byloby za dobrze... dobra mogla to nie byc glodowka ale czemu nie jeadlam tych 300 tylko 800??? kurde...
dobra od jutra zaczynam jesc 500 kcal potem zejde na mniej...
wczoraj wrocilam z rodzicami z Łeby. bylam tam z nimi na tydzien. pogoda beznadzijna czyli nie musialam wystawiac swojego okropnego cielska na plazy. to oszczedzilo mi wielu zmartwien. Z dietka bylo fatalnie. Co prawda nie jadlam slodyczy ale za to mnostwo innych rzeczy... rodzice sie cieszyli a ja jak nie patrzyli plakalam ale i tak jadlam dalej ;( w sumie tak sobie msyle ze gdyby byla ladna pogoda i musialabym paradowac w stroju po plazy to moze bym sie opamietala i chciala ladnie wygladac a tak jak bylo zimno to nie musialam sie martwic ze ktos bedzie mnie musial ogladac w stroju...
dobra ale ja sie oczywiscie nie poddaje. Moze nie jestem jakos bardzo potymistycznie nastawiona ale wiem ze musze schudnac i solidnie sie za to zabieram. Przed wyjazdem jadlam ladnie jakies maksymalnie 400kcal prze kilka dni to teraz wracam do tej diety. Najpierw 500 kcal a potem schidze do 300 kcal dziennie. Musi mi sie udac... trzymajcie kciuki :*